Strony

sobota, 23 września 2017

[43]. (nie)Grzybobranie.

Wczoraj, mimo pochmurnej pogody, udaliśmy się do lasu. Lizak ów wyjazd przyjął z wielkim entuzjazmem, bo lepiej biegać po lesie na luzie niż między blokami na smyczy. Obskakiwał nas a ogon prawie mu się urwał od merdania. 

Do lasu podjechaliśmy aftkiem.  Lizak już z daleka dojrzał wjazd do lasu i miejsce gdzie zostawiamy aftko. Dawał upust radości piszcząc co chwilę. 

Las przywitał nas ciszą. Uwolniony Lizak szalał po głównej drodze, niestety to nie leśny trakt a droga wysypana tłuczniem, która prowadzi do osiedla nowych domków jednorodzinnych.

Okres grzybobrania jest w pełnym rozkwicie to i boczne ścieżki są wydeptane i zdatne do używalności. Dlatego, ku radości Lizaka, wybraliśmy jedną z nich i zatopiliśmy się w leśnym gąszczu. Jak grzybobranie to i grzybów było co niemiara.

Pierwszy okaz znaleźliśmy zaraz po wejściu do lasu.


Ot zagadka. Przy bocznej dróżce Słodka znalazła takie coś. Z wyglądu przypomina kopyto, z drugiej strony też jak kopyto. A może to huba.


Obrodziło grzybami, że ho ho ho. Pomny na stwierdzenie, że wszystkie grzyby są jadalne, ale niektóre raz w życiu zacząłem zbierać je ostro aparatem.




Trafiały się okazy o ogromnych kapeluszach. Ich średnica dochodziła do trzydziestu centymetrów.



Inne zaskakiwały miejscem swojego występowania.




Nad wszystkim czuwał stróż lasu w okularach.


Wędrówka po lesie trwała prawie dwie godziny. Lizak po powrocie do domu zległ jak małe bobo i spał kilka godzin.


Więcej zdjęć możecie znaleźć na moim drugim blogu: postscriptum-fotoblog.