Strony

środa, 30 listopada 2016

Ptak mnie strzelił

Wczoraj ptak mnie strzelił, nie wytrzymałem.
Qrwa ile w tym piękny, popierdolonym, kraju trzeba się nalatać, nabiegać, naużerać i jeszcze być jak ta alfa i omega wszechwiedzącym.
Co roku, tuż przed świętami, ta sama śpiewka. Jak nie energia z rachunkiem za pół roku, to telefonia z z notami karnymi bo przeniesienie numeru stacjonarnego to qrwa MATRIX.
Każdy ma mnie w czarnym końcu, tylko czeka jak tu łatwo i miło wydymać z kasy takiego łatwowiernego jelenia.

Gdybym olał sobie sprawę i nie monitował, chodził, słał nowe pisma to bym zrozumiał, ale dlaczego, DLACZEGO, qrwa mać, się pytam mam być dymany? Czy tylko dlatego, że operator jeszcze w ciężkim ustroju z lat poprzednich i w doopie ma klienta. Dlaczego takie sprawy mam załatwiać JA, chociaż takie kruczki powinni załatwiać między sobą operatorzy.

Na razie jestem w zawieszeniu, kompletuje dokumenty, szykuje się na bój.
Kurwa mać z ptaka siedem stów nie wyciągnę!!!

*****
Z tego wszystkiego szkoda tylko Słodkiej i Lizaka.
Słodka mój wybuch qrwiszonów jakoś szybko przetrawiła. Gorzej z Lizakiem, bo on bardzo nie lubi krzyków i długo musieliśmy go uspokajać.

piątek, 25 listopada 2016

To już piątek

Dzisiaj do mnie dotarło, dopiero, że to już koniec tygodnia. Gna ten czas niemiłosiernie i nie zamierza zwolnić, a z mojego pisania wyszło tyle, że przesunęło się to wszystko o parę dni.

Nie powiem trochę mną tąpnęło zachowanie Zaczytanej i Wędkarza. W sumie już powinienem się nauczyć, że mogę polegać sam na sobie, ale zawsze gdzieś tam - w głębi duszy - mam nadzieję, że może jednak coś drgnie i się zmieni. Wiem, wiem nadzieja matką głupich
Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, że mają mi oni walić kasę na każdym kroku, bo wcale nie muszą. Bardziej chodzi mi o wsparcie, o to że mogę wiedzieć, że jak mam jakiś kłopot to mogę się ich poradzić i nie zostanę sam.

W środę, w pracy, odwiedził mnie Wędkarz i miałem okazję po raz kolejny usłyszeć śpiewkę, że kasy nie mają. Przytakiwałem tylko bo, w sumie cóż innego mogłem zrobić, choć i tak wiedziałem jak ta ich bieda wygląda. Głową muru nie rozbiję.

No właśnie praca. Tutaj też bywa wesoło. 

Chociażby wczoraj. Z paniką w głosie zawezwała mnie do siebie kumpela, która nie mogła skminić o co gościowi chodzi. A chodziło mu ni miej, ni więcej tylko o pretensje, że mu w gugielu na pierwszym miejscu nie wyświetla się film o św. obrazie z... bo tak nie powinno być. Żadne tłumaczenia do niego nie docierały ot zginęła żółto czopka - ni ma a mo być.

Chociażby przedwczoraj. Wpada inna kumpela z żalem, ze jej komputer jakieś komunikaty wyświetla kiedy zamyka pocztę ot coś tam, coś tam i jeszcze coś tam, i coś tam coś tam. Wow.
Od razu rozkminiłem o co w tak zaszyfrowanej wiadomości chodzi. Przecież ja języki ludów wymarłych studiowałemZachodzę, sprawdzam program, zamykam go i... outlook pyta się czy ma przeprowadzić porządki w swoich czeluściach bo spuchł jak po dużej porcji grochówki. Heloł!!! A ile się natłumaczyłem, żeby kliknąć na ok, strach w oczach był jakbym kazał elektrownie atomową wysadzić. He he he.

Na sam koniec kolejna niespodzianka. Sam blogger się ubrał w  nowe szatki. Pozmieniali to to, pododawali trochę nowych rzeczy - emotionki - chociaż takie smutne czarno-białe; zmienili układ zaplecza i różne takie. Podobają się Wam zmiany?

piątek, 18 listopada 2016

Plaster i cierń

Zanim powrócimy do tego co działo się od ostatniego wpisu, chciałbym odpowiedzieć na pytanie LidiiA jak Ci się dzisiaj udało?
Zbaraniałem z lekka, bo oczywiście skleroza to moja siostra rodzona i za bardzo nie mogłem skminić o co tej naszej Lidii chodzi. Dopiero po chwili przyszło otrzeźwienie jak po laxigenie chciałem napisać mocnej kawie, zatem piszę co i jak. 

Po nie wiadomo ilu próbach udało mi się umówić na konkretną rozmowę a nie na jakieś pięć minut w przelocie między kolejnymi spotkaniami. Wywaliłem kobiecie przez telefon, że nie jestem jakimś wrzodem na doopie i albo rozmawiamy jak ludź z ludziem, albo zapytam się o to ich szefowej na najbliższej konferencji prasowej. Opłacał się mały szantaż i rozmowa będzie pod koniec listopada. Jestem niespotykanie spokojny człowiek, ale nie lubię jak mnie ktoś w ptaka robi. No to tyle wyjaśniania.

Kryzys finansowy udało nam się zażegnać, mam nadzieję, że nie do następnego miesiąca. Jak już pisałem na najbliższych nie ma co liczyć. Oni mają swój, idealny, świat. Najgorsze jest to, że kiedy już zdobędę się na rozmowę z nimi i proszę o pomoc to twierdzą, że nie mają bo węgiel, lekarz, leki a kilka dniu później wysypują się, że co drugi dzień Wędkarz imprezuje i flaszka za flaszką czwórkami idą do nieba. Szkoda słów. Ostatecznie pomógł nam kuzyn Słodkiej, który dodatkowo zgodził się na oddawanie długu w ratach. 

No to tyle... kończę, bo słaby jestem po wirusie jaki nas dopadł. Przedwczoraj ja byłem bardzo rigoletto a dzisiaj Słodka ma bliskie spotkania z łazienką i górnym frontem. 
Za to Lizak spisuje się niesamowicie i pilnuje nas schorowanych. Trzymajcie się ciepło i niech 36 i 6 będzie z wami.

niedziela, 13 listopada 2016

Z ołówkiem w ręku

No i się spieprzyło, a mowa o finansach oczywiście bo cóż innego mogło by być nie tak. Siedzimy ze Słodką i debatujemy, myślimy, przeliczamy i nic nie wskazuje na to, że rozwiązanie jest blisko. Jakiekolwiek plany wzięły w łeb a i bieżące sprawy-rachunki to wielki znak zapytania.

Widać taki to już mój los, że na nic się mają jakiekolwiek planowania. Spieprzyło się po całości. Miasto Łódź mówię ci do widzenia.

Zero pomysłów. Ja, który z największego goowna potrafiłem wypłynąć z uśmiechem na ustach i tysiącem rozwiązań. Wypaliłem się. Czuję się zmęczony ciągłym myśleniem jak przetrwać kolejny miesiąc, zapłacić rachunki, raty do banku. Nie lubię o tym rozmawiać, Słodka nie potrafi tego zrozumieć, że zamiast paplać i robić kolejne psychologiczne testy to wolę działać. Tylko jak działać w tym mieście gdzie ręka myje rękę. Nic w tym emerytalnym ekosystemie się nie przyjmie bo nic tu ludzi nie interesuje. Do tego życzliwi potrafią popsuć pomóc w zamknięciu drzwi, dzięki którym mógłbym prowadzić kolejne projekty.

Przy telefonicznych rozmowach trafiam na ścianę. Ostateczna rozgrywka czeka mnie w środę. TAK albo NIE? Nie interesują mnie kolejne gdybania i zapewnienia. Chcę wiedzieć na czym stoję.

Słodka również jeździ na rozmowy, wysyła cefałki  i doopa. Zero. Nic. Każdy szuka dwudziestolatki z dwudziestopięcioletnim stażem pracy. Sama się ogłasza, szuka zleceń i też cienko. Zaczyna wariować i stwierdza, ze do niczego się nie nadaje.

Jakiekolwiek ekstremalne rozwiązania (własna firma) hamuje świadomość, że możemy liczyć tylko na siebie i za jakiekolwiek potknięcie zapłacimy tylko my. Ciężko kiedy najbliżsi mają wszystko poniżej paska od spodni. Wyfrunąłeś z gniazda to rób jak uważasz. Szkoda tłumaczyć.

Jak widać pozostaje ostateczna ostateczność. Wyjechać z tego miasta, kraju.

A może sprzedać nerkę?

czwartek, 10 listopada 2016

Magicy

Nasza mała wspólnota mieszkaniowa, na marcowym zebraniu, zdecydowała o zamurowaniu tzw. wjazdu do piwnicy. Ten wjazd to pozostałość po tamtych, dobrych, czasach, kiedy to każdy z lokatorów miał mały wózek do przewożenia zbiorów z działki zakładowej, komarka czy wueskę. Kiedyś taki wjazd był na wagę złota, nie to co teraz gdzie każdy ma swój garaż lub nawet kilka garaży.

Jednak zanim doszło do likwidacji owego dobra to po drodze pochłonęła nas biurokracja. Niby to wszystko jest w rękach administracji, ale jak nie dopilnujesz to wiadomo pańskie oko konia tuczy. Zatem od marca sprawa przewlekła się do października bo oczywiście wcześniej nikt z fachowców nie chciał się podjąć zadania, a jak już to za cenę iście bliską totolotka. 

W końcu prace ruszyły i... siedzę od siódmej rano i czekam na magików, bo oczywiście nasza administracja podczas pisania zapytania ofertowego nie ujęła prac wykończeniowych w środku budynku. Siedzę i czekam na magików i administratora budynku i stwierdzam, że umio oni szanować pracę. Ani jednych, ani drugich. 

piątek, 4 listopada 2016

Jest zezwolenie

PANTERKO!!!

OTWÓRZ  PACZKĘ!!!

źródło: link

WSZYSTKIEGO
NAJLEPSZEGO!!!

środa, 2 listopada 2016

Wreszcie po

Niby dosięgnął mnie długi weekend, niby.
źródło: tobrze.wordpress.com
Zamiast brać przykład z Czerwonej i Elektrona, którzy jak co roku mają wszystko koło pióra i przyjeżdżają na gotowe, to nie! Dajemy się wciągnąć w jakieś gierki Toja, Zaczytanej i Wędkarza i latamy ze Słodką jak te popieprzone pszczółki i robimy za wszystkich wszystko. 
Co roku się zarzekam, że nigdy więcej a jak co do czego dochodzi to Zaczytana - jest chora, Wędkarz - ja to mam w doopie, Toja - chodząca panika a Słodka - chce jak zwykle zbawić cały świat.
Nawet pisać mi się o tym nie chce, a wqurw odpuścił mi dopiero dzisiaj rano, bo tak właśnie wygląda sprzątanie i cała logistyka przy grobach. 
Za to na cmentarzu...


W miniony poniedziałek przez osiedle przelała się kolejna fala amerykańskiej głupoty zwana halołinem. Podczas spaceru z Lizakiem napatoczyła mi się Znajoma od Biszkopta, która z rozanieloną twarzą zaczęła coś tam buczeć o tym jak to córę wymalowała i dodatkowo oślepiała mnie fonem żebym to jej cudo obejrzał. 
Znacie mój stosunek do tego amerykańskiego czegoś a jak nie to przytaczam moją rozmowę ze znajomą.

źródło: demotywatory.pl

O, to bal dla dzieci zrobiliście?
Nie. Biega po osiedlu i cukierki zbiera.
Aha, czyli standardowo dzieci na żebry zesłaliście.
Jakie żebry? Trochę cukierków sobie zbiorą.
Dla mnie to są żebry. A tak w ogóle to wiesz o co chodzi z tym całym halołinem?
Ty to jak jakiś zatwardziały ksiądz gadasz. 
Nie wyjeżdżaj mi tu z księdzem, bo koło pióra mi lata ich filozofia na życie. A tak naprawdę to wiesz jakie domy powinno się odwiedzać, jak wygląda to cała zabawa?
A co w tym złego, że sobie trochę pochodzą po osiedlu
źródło: memy.pl
No to, że odwiedza się tylko udekorowane halołinowymi ozdobami domy i nie upierdala się jakimś badziewiem drzwi domów osób, które w tym idiotyzmie nie biorą udziału.
Jakiś przewrażliwiony jesteś i nie idzie z tobą gadać.
Na osiedlu żaden dom nie jest przyozdobiony i wstyd mi by było wysłać dzieciaka, żeby latał od drzwi do drzwi za cukierkiem. W sumie jak się 500+ odbiera to chyba raz do roku można przeznaczyć parę groszy na dziecko a nie na piwo dla starego.
źródło: fabrykamemow.pl