Strony

poniedziałek, 31 lipca 2017

[36]. Rzut na warzywniak.

W ostatniej chwili, puściłem się biegiem w otchłań ogrodu i machnąłem zdjęcia warzywniaka. Zdjęcia nie powalają jakością, bo po pierwsze machnięte smarkaczem a po wtóre po aktualizacji oprogramowania niby wszystko poustawiane a i tak zdjęcia do siedzenia się nadają.

Powróciliśmy do starego układu rabat z warzywami. Taki układ najlepiej im służy.


 
Rzut okiem na pomidorową plantację. Krzaki pomidorów, po raz kolejny, zaliczyły fryzjera. Jeśli się nie mylę to czwarta taczka liści wywieziona na kompostownik.
Dopiero na fotografii widać, że czas najwyższy na nowe tyczki do pomidorów. Zamyślam kupić bambusowe - tylko żeby cena mnie nie zabiła bo z pięćdziesiąt sztuk trzeba nabyć.

czwartek, 27 lipca 2017

[35]. Po trochu o wszystkim.

Po ostatni wypadzie w rodzinne włości popadłem w wekowanie i kuchcenie. Słodka wykorzystała do maksimum moje dobre serce moją chęć pomocy i zagnała mnie do wekowania. Zebraliśmy dość sporo ogórasów,  które ze względu na swą grubość znalazły miejsce w curry. Mało przy tym roboty a wychodzą tak smaczne, że bez żalu pożegnałem odmianę konserwową.

Przy okazji sobotniego złupienia ogrodu, fasolka z naszych zbiorów trafiła na niedzielny stół. Nie powiem, podłechtane zostało moje męskie ego kiedy Kucharz wcinał fasolkę. Ostatnio pochwalił nasze wyczyny ogrodowe chociaż jemu trudno jest zaimponić. Nawet moje okołopomidorowe zabiegi przyjął bez zastrzeżeń. Miłe to.

We wtorek kuchnia należała do mnie. Po raz pierwszy w tym sezonie robiłem swoje leczo. Przepis publikowałem w dawnych czasach, na innym blogu. W międzyczasie uległ on modyfikacjom i kiedy tak pichciłem to przy okazji pstrykałem focie bo może się przyda. Jeśli ktoś będzie zainteresowany to mogę ponownie zamieścić przepis. Ciekawostka jest taka, że w całej potrawie są tylko trzy łyżki oliwy (oleju kujawskiego) a sos robi się sam z siebie.

Pomijając szaleństwa między kuchnią a salonem, bo oczywiście Słodkiej się nudzi i co chwilę wymyśla jakieś roboty z cyklu mycie okien czy przesuwanie mebli i odkurzanie, to dużo czasu spędzałem z Lizakiem na spacerach brzegiem-wałem jeziora. Pora też nadarzyła się nie byle jaka bo zakwitł sadziec konopiasty i swoim zapachem wabi chmarę motyli. Dla takiego szalonego fotografa jak ja to raj na ziemii. Niestety zdjęć jest tyle, że do dnia dzisiejszego jeszcze sporo z nich oczekuje na zgranie, obróbkę i publikację. Moje fotograficzne zmagania można oglądać tutaj:


I tym fotograficznym akcentem kończę.

niedziela, 23 lipca 2017

[34]. Idioci.

Miało być o ogrodzie, naszej małej plantacji warzyw i o moich sławnych pomidorach, które nawet Lidia miała okazję spróbować w Nowielicach, w tamtym roku. Otrzymała wtedy od nas nasz największy okaz ważący 940 gram.


Miało, ale nie będzie.  Dzisiaj będzie o idiotach, zatem...

...podczas wczorajszego wypadu do Wędkarza i Zaczytanej, sprawy zeszły na tematy związane z autem. Tak, znowu. Wędkarz wymyślił wyjazd na południe Polski. No uparł się jak osioł. Jedak szybko udało nam się wybić mu to z głowy. Siedział zatem i klikał w komórce inne oferty i... znalazł. Niedaleko bo tylko 100 kilometrów od nas. Zatem chciał, nie chciał, pojechaliśmy. Było tylko jedno ale ja prowadzę. 

Obraliśmy kierunek na Kutno. W okolicach Babiaka trafiło nam się dwóch kierowców jadących w trybie zwiedzającym. Trasa pozwalała na szybszą jazdę, do 90 km, a oni w tempie żółwia jechali i się wlekli. Niestety nie było okazji aby ich wyprzedzić bo albo przeciwległy pas zajęty, albo podwójna ciągła. 

W końcu trafiła się okazja. Droga prosta jak liniał, przeciwległy pas wolny. Zerkam w lusterka, kierunkowskaz i rura. Ja przyspieszam i wyprzedzane auta przyspieszają, Wciskam gaz w podłogę, na liczniku 110, 120, 130 i ni hu hu nie mogę ich wyprzedzić. Urwy już mi się cisną na usta, bo to jakaś nasza głupia mentalność - jak tak to się wlecze a jak chcesz takiego wyprzedzić to przyspiesza.

Cały czas przyspieszam, kontroluję sytuację w lusterkach i drogę przed sobą bo jakby nie było to jadę po przeciwległym pasie. W pewnym momencie dostrzegam jadący znad przeciwka motocykl, który zbliża się do mnie w zastraszającym tempie. Nie pozostaje mi nic innego jak uciekać na własny pas. Wędkarz rzuca krótko  - zmieścisz się między wyprzedzanymi autami. zerkam w lusterka, zmieniam kierunkowskaz i spokojnie wracam na swój pas.

Auto przede mną zaczyna hamować, jestem na to przygotowany i instynktownie wciskam hamulec sekundę wcześniej. Kierowca za mną zaczyna trąbić, zwalniam do przepisowej prędkości i zerkam we wsteczne lusterko. Facet jadący za mną macha rękoma. Pokazuję mu gest o co ci chodzi człowieku? Ślepy jesteś?

Niestety idiotów na naszych drogach nie brakuje, nie po raz pierwszy spotykam się z taką uprzejmością na drodze. Cwaniaków nie brakuje, jeżdżą i szukają jelenia, dzięki któremu wyremontują sobie auta bo o kolizję albo wypadek w takiej sytuacji nie trudno.

PS. Czy Wrocławiaki żyją?, bo ponoć armagiedon był dzisiaj u Was.

piątek, 21 lipca 2017

[33]. Przerywnik.

Tak marudzę na ten rok, że miesza nam w życiorysie i plącze plany, a niektóre nawet niweczy. Zanim opiszę po kolei co i jak to z racji później pory i lekkiego zmęczenia kapryśną pogodą... o to może o pogodzie i Lizaku.

Lizak boi się wszelkiego rodzaju hałasów, szelestów, huków. Zatem jakiekolwiek trzepanie dywanów przez sąsiadów, mój choleryczny temperament, wystrzały petard czy na grzmotach kończąc Lizak kwituje spadem pod łóżko w sypialni. Oczywiście moje prośby, aby nie reagować i dać psu spokój spełzają na niczym. Chociaż, są jakieś małe postępy i nawet zagadywanie do psa, żeby się nie bał, ucichło.

Zatem co wspólnego ma nocna burza i Lizak? Równianie jest proste jak dwa plus dwa. Lizak plus nocna burza równa się pobudka około godziny trzeciej w nocy. Pięknie nie?

Właśnie przed chwilą ktoś strzelał z broni. Na sąsiedniej ulicy mieszkają ex policjanci i chyba któremuś coś odstrzeliło.

Ale wróćmy do akapitu wyżej. Zatem co nasz hrabia robi kiedy za oknem grzmoty lecą. Dobrze, ze jest noc i nikt, nie będę pokazywał palcem, nie gada do psa jak do małego dziecka. Zatem nasz nocny marek, po pierwsze, ogląda spektakl błysków, ale do momentu pierwszego pierdyknięcia gromem. Nie ma reakcji z naszej strony, bo oczywiście śpimy, więc psina wędruje do michy i wyjada karmę. Cały dzień nie je bo gorąco to nadrabia w nocy lub nad ranem, kiedy jest chłodniej. W nocnej ciszy chrupanie brzmi jak wystrzał z armaty. 

Kolejny etap to zabiegi pielęgnacyjne. Zaczyna się od drapania, ubijania schabów, Yep, yep, yep. Potem dochodzą sprawy ogólnomęskie czyli okolice bikini i polerowanie klejnotów. Mlask, mlask, mlask. Tutaj już nie strzymuję i marudzę sennie Lizak idź spać. Wreszcie cisza i kiedy już powieki lecą w dół zaczyna się etap chrupanie kostki (sprasowana skóra). Chrup, chrup, chrup. Lizak!!!

Wreszcie zalega cisza. Zasypiam i... znacie to uczucie kiedy ktoś się na was gapi. No to właśnie mnie dopada  takie uczucie. Odwracam głowę, patrzę. a tu Lizak siedzi przy łóżku i się patrzy jak śpię. Lizak kładź się i śpij. Lizak grzecznie wskakuje na łóżko, kładzie mi się w nogach i zasypia. 

A ja? A ja mam już nockę z głowy.

czwartek, 20 lipca 2017

[32]. Alergiczny Lizak.

Noszzzz cholera jasna.
Musiałem sobie z wątroby spuścić bo inaczej to nie wiem co. Jakoś ten rok zaczął się dość, może nie pechowo, a upierdliwie. Styczeń miał przynieść dobre wieści, dać nadzieję a jak na razie to mamy lipiec i nadal jesteśmy w zawieszeniu, echhh.

Myśleliśmy, że chociaż z Lizakiem już lepiej a tu olejny klops. Prawie rok walczyliśmy z tzw. suchym łupieżem i wszystko zmierzało ku lepszemu a tu w kwietniu powróciło drapanie się psa. Przy każdym zabiegu furminatorem oprócz sierści wyczesywaliśmy jak myślałem ów suchy łupież. Dopiero podczas wizyty u weta okazało się, że ze skórą wszystko jest ok jeśli chodzi o łupież. Jednak ok nie jest jeśli chodzi o drapanie bo to alergia. Skóra jest czerwona (atopowa), uszy również zaczerwienione, w okolicach psiego interesu również jest czerwono i za ciepło.

Co jest alergenem nie udało nam się ustalić. Jedzenie nie zostało zmienione, spacery są w tych samych okolicach a na testy niestety nas nie stać. Jednak wet to człowiek myślący i podsunął nam nowoczesną terapię lekami.

Po pierwszym miesiącu stan Lizaka poprawił się. Drapał się on sporadycznie. Nawet wizyta u weta natchnęła nas nadzieją, że będzie dobrze oby do lata. Niestety miesięczna kuracja trzepie nas po kieszeni. Za nami dwie takie wizyty a teraz powinna odbyć się kolejna i stoję w zawieszeniu bo kasy brak.

W sumie to kasę mam, ale jak na razie wirtualną. Fucha zrobiona a kasy zero. Od kwietnia dzwonię i proszę o przelanie i doopa. Ostatnio usłyszałem, że najprędzej będzie to 31 sierpnia. Qrwa ale ja nie na fajki chce tylko dla psa na leczenie. Jakbym z kłodą gadał.
Jakaś znieczulica ludzi dopadła. Mógłbym pożyczyć po rodzinie chociaż na ten miesiąc leczenia, ale jak słyszę tekst a po co zaraz do weterynarza, pies się wyrzyga i zdrowy będzie. Ręce mi opadają i nawet nie zaczynam gadać bo sensu to nie ma.

Jak można być takim ujem. Sam jak chory, ledwie coś strzyknie, to leci i się lekarstwami okłada a pies to najlepiej do budy na krowi łańcuch. Drapie się to ma pchły.
A weź takiemu zwróć uwagę to ci jeszcze dopieprzy, że mi się w doopie od dobrobytu poprzewracało.

Czy ja qrwa jestem nienormalny czy jak?

Dobrze jest się czasami wyżalić. Właśnie znalazłem jeszcze jedno koło ratunkowe i jak ono nie wypali to już nie wiem co robić. Chyba jedynie nerkę trzeba będzie sprzedać.

środa, 19 lipca 2017

[31]. Rozmyślania.

Powoli zaczynam się ogarniać. Regularne pisanie nie wychodzi mi. Lepiej natomiast idzie mi z czytaniem blogów. Mam swoją listę blogową. Zaglądam na nią codziennie, część wpisów czytam, część przeglądam i powoli próbuję wbić się w blogowy świat.

Ostatnio najszła mnie myśl, żeby na blogu ponownie zamieszczać zdjęcia. Kontra w postaci przecież masz od tego inne miejsce szybko ostudziła mój zapał.
Kolejny pomysł, który zaświtał w mojej łepetynie to połączenie mojego wcześniejszy bloga z obecnym. Co o tym sądzicie? Może zrobić jakieś bajerskie banerki do owych miejsc?

Rozmyślam bardzo dużo. Chyba myśliwym zostanę - znaczy się filozofem. Normalnie jakiś szał myślowy o ważnych i błahych sprawach mnie dopadł.

Kryzys wieku średniego, czy jak? 

Cały czas dźwięczą mi słowa Abigail (Lucyny Brzozowskiej), która po przekroczeniu czterdziestki postanowiła zmienić swój świat. Pamiętacie jeszcze jej projekt na polakpotrafi.pl? Jestem, tym szczęśliwcem, który tomik jej pozezji.

Wtedy nie zastanawiałem się nad jej chęcią zmiany. Teraz im bliżej mi do owej magicznej czterdziestki sam poszukuję swojej drogi. A może to coś innego. Postaram się to coś opisać później - muszę jeszcze do tego dojrzeć. Jednak ten rok jest rokiem przełomowym, który zadecyduje o dalszym być albo nie być.

Wiem, wiem. Dość tajemniczo piszę. Nie potrafię tak od razu wybebeszyć się z emocji są czasami takie dni, że wziąłbym się spakował i poszedł sobie w dal - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Reset życiorysu.

środa, 12 lipca 2017

[30]. Magicy od liczników.

Mija trzeci tydzień zmiany godzin pracy i jakoś nie mogę wpaść w rytm. Starzeję się czy co? A może zgnuśniałem do reszty? Chciałem dobrze a wyszło jak zwykle, a może niezwykle, bo w godzinach popołudniowych słaniam się i wyszukuję legowiska gdzie mogłyby spocząć moje członki.

Ale nie o tym miało być a o magikach.
No to może od początku.

W marcu podczas zebrania udziałowców mła bloku mieszkalnego, wielce szanowny Cwaniak-Zarządca ogłosił wszem i wobec, że czas nastał aby wodomierze wymieniać w sumie nie całe tylko moduł zliczający bo ten radiowy jeszcze ważność ma, więc co robimy?

Zanim napiszę jaką decyzję podjęliśmy i dlaczego (chociaż sam tytuł mówi za siebie) to wyjaśnię co to za licznik jest. Zatem ów licznik składa się z dwóch modułów: zliczającego ilość zużytej wody i drugiego modułu, który przesyła odczyt licznika drogą radiową do wodociągów i nie trzeba czekać, aż ktoś z wodociągów raczy siedzenie ruszyć i ów odczyt zrobić. Dodatkowo zabezpieczony jest on przed magnesowaniem, ale to już widzimisię Zarządcy.

No to tyle wyjaśnień, wracamy do meritum.
Głosy oczywiście były różne, część osób była za wymianą a część nie, bo piniendzy szkoda. Mnie najbardziej rozbawiła odpowiedź jednego Naiwniaka (posiada kilka mieszkań i mieszka w innym miejscu), który krótko skwitował całą debatę:  a po co wymieniać, oni już tyle lat mają liczniki bez homologacji, po co sobie koszty robić.
Babcią wiele nie potrzeba... i zaczęło się: a po co to wymieniać, piniendzy szkoda, a to trzeba robić, nic tylko kasa i kasa.

I tak biadolili i narzekali, a ukradkiem jeden na drugiego zerka żeby ktoś podjął decyzję, żeby na niego nie było. Mnie jednak zastanowiły słowa Zarządcy jeśli nie będzie homologacji liczników to każdy może wam zarzucić nieprawidłowość odczytu i w momencie jakichkolwiek roszczeń do wodociągów zostajecie państwo z kwitkiem. Ciul tam wodociągi, z nimi nikt jeszcze nie wygrał, bardziej chodziło mi o relacje międzysąsiedzkie bo oczywiście sąsiad dobry jak śpi i nie hałasuje a w innych przypadkach to siekiera w plecy.

Nie wiem do końca jak mi się udało przekonać całą sąsiedzką zgraję, ale wymiana liczników doszła do skutku i właśnie teraz Cwaniak-Zarządca raczył nas powiadomić kartką na drzwiach, że od poniedziałku wymianę czas zacząć.

Słodka przyszykowała się na najazd Magików, mła zagnała do odkurzenia wnęki z licznikami - wychodzę z filozoficznego założenia, że jak nikt nie zagląda to po co sprzątać.

W poniedziałek, Słodka, uwiązana na smyczy czeka na magików. Wyjście do sklepu to istny sprint bo nie znasz godziny kiedy Magicy nastaną. Wyjście z Lizakiem w granicach zawidzenia bloku bo nie znasz godziny kiedy magicy nastaną. I tak czekała, i obserwowała, i nawet Magików zlokalizowała - ba , nawet w naszym bloku byli. Zaznaczam byli i wybyli a było to tak.

Magicy na osiedle przybyli i dostali popierdolca. Biegali po całym osiedlu bez składu i ładu. Wymienili liczniki w jednym mieszkaniu i lecieli do kolejnego na drugim końcu blokowiska. W końcu zawitali i do naszego bloku i... około godziny trzynastej pierdyknęli wszystko i sobie poszli.
Słodka wkuła się na całego, bo czekała na nich jak goopia chociaż miała inne plany, które realizowała wczoraj i w siedzeniu miała owych Magików.

Kiedy wróciliśmy wieczorem do domu na powitanie, w drzwiach, czekała na nas kartka od Magików z serii chcieliśmy pracować a was nie było. A w doopie ich mam teraz oni sobie poczekają.


środa, 5 lipca 2017

[29]. Kozioł ofiarny z rogami byka.

No z lekka mnie w weekend po telepało.
Już w piątek po południu Wędkarz zaczął tworzyć z wyjazdem po auto. Napalony był jak nie wiem co, bo takie łamerykańskie, cud miód malina. I czego to on nie ma i to ma, i tamto ma i ach, i och. To tej jedyny, wymarzony, wyśniony i nie daleko - pięćdziesiąt kilometrów w jedną stronę. No to jedymy... a mła, czyli ja, odprawiam modły żeby to był ten, bo inaczej ptak mnie strzeli na miejscu.

No to jedymy. Wędkarz prowadzi auto jak szalony, bo mu zabawkę qrwa zabiorą. Mnie powoli ujnia strzela jak widzę jego szosowanie. W końcu nie strzymuuje i walę Wędkarza słowami między uszy, gdzie Ci się piii piii piiii piii piii spieszy, nie zdążysz, zabiorą Ci piii piii piii auto. Im bliżej znajdujemy się celu, tym coraz większe chmury się nad nami zbierają. Błyska się, co chwilę leje się z nieba i kiedy osiągamy punkt zero naszej wyprawy niebo rozlewa się na całego.

Niebo się rozlało i Wędkarz też, bo jak zaczął przeglądać, przesmradzać z miną obrażonego dziecka, któremu zabrano ulubioną zabawkę. A bo tej, pierdoły, nie ma - tamtej, pierdoły, nie ma. A mnie indor strzela. Nosz urwał nać - nie ma naklejek My Little Ponny to ja takiego auta nie che. Okej mógłbym się zgodzić, że hak mógłby się przydać tylko ja nie pamiętam aby w ostatniej dekadzie albo dwóch go potrzebował, że opony zdarte i góra jeszcze sezon wytrzymają  i jedna opona trzysta złotych kosztuje to sobie policz... to od ceny auta utarguj.

Zobacz, sprawdź, naciśnij, otwórz i tak w kółko Macieju, bo dziecko już obrażone na cały świat. Przejedź się. Nie będę jechał. Wsiadaj i przejedź się - ja go nie chce. Qrwa!!!, wsiadaj i się przejedź!!! Kupić nie musisz, ale będziesz wiedział przy następnym aucie co i jak!!!

I co? I auta Wędkarz nie kupił, bo takie jak on chce to są, ale nie w takiej cenie za jaką on chce kupić. Na nic zdają się tłumaczenia, że auta prima sort to są w salonie.

Zatem jak ujowo weekend się zaczął to tak ujowo się toczył.


Sobota, rano, komórka drze papę. Patrzę kto i rozłączam rozmowę, auto prowadzę. Oddzwonię jak dojadę. Już prawie u celu kolejne komórkowe darcie papy. Za chwilę parkuję więc się rozłączam. Dobra, dzwonię i doopa zajęte. Za chwilę kolejne darcie japy przez komórkę. Odbieram i... to był błont... bembenki w uszach gwałcone są przez darcie japy już nie komórki a kobitkę. Komputera mi nie zrobiłeś!!! Kiedy? Zapytuję się głupawo bo nie przypominam sobie abym robotę rzucił i nie zrobił. A tam dalej darcie japy.

W końcu się wqrwiłem i również się wydarłem bo skumałem co i jak. Kompa zrobiłem i to za free, bo to jakaś znajoma znajomej i w sumie nie było nic do zrobienia tylko ofiara nie potrafiła go obsługiwać. Po drugie jak ktoś nie potrafi zamknąć wyskakującego okienka - to sorry. I po trzecie... a co mnie qrwa obchodzi jakieś stowarzyszenie czy stanowisko asystenta czy inna cholera. Fajans nie jestem i nikt ze mnie jelenia robić nie będzie. Qrwa, sam zabiegałem o podobne stanowisko to wiem, że do takiej pracy minimum wiedzy potrzeba.

Dymać to ja a nie mnie.